Klub karpiowy Steelhook

» Multimedia » Karpiowanie inaczej


"Wędkarz pospolity" - z przymrużeniem oka - Bartłomiej Kula

Tekst zaczerpnięty z portalu www.carpsportteam.pl
Autor : Bartłomiej Kula


"Wędkarz pospolity" zwany często przez brać karpiową pogardliwie "mięsiarzem" - jest to osobnik, którego z łowiska nie odstraszy żadna pogoda, a głównym celem "zasiadki" jest napakowanie do swojej cerowanej, nie tylko sznurkiem.....

....ale i drutem siatki jak największej ilości mięsa rybiego w celu zaspokojenia potrzeb swojej "wielodzietnej" rodziny, której przecież nie planował. Swój majdan najczęściej pakuje na stary rowerek bez przerzutek i powietrza. Wbrew pozorom na taki rower zabrać można bardzo wiele a mianowicie: wcześniej wspomniana siatka na ryby, tudzież worek płócienny po zbożu, podbierak, trzy do pięciu poklejonych taśmą wędek bambusowych z kołowrotkiem o szpuli ruchomej i żyłce nie cieńszej niż 0,30mm, wiadro kartofli i koniecznie dwie tatry mocne.

Taki ekwipunek ów "wędkarz pospolity" zabiera tam, gdzie ktoś złowił ostatnio dużą rybę i się zastawia, zaczynając od opróżnienia wiadra kartoflanej zanęty. Rozłożenie sprzętu zajmuje mu nie wiele czasu, bo i sprzętu nie dużo. Mały stołeczek, dwie wędki i 4 podpórki zrobione w zakładzie na fuchę to cały ekwipunek. Oj przepraszam - zapomniałbym o słoiczku z robakami wykopanymi tuż za garażami na pobliskiej łące - podobno takie są najlepsze i najtańsze w całej Unii Europejskiej!!. Jego zestawy końcowe do finezyjnych też nie należą, na mały kołowrotek wchodzi nie wiele ponad 100m 0,30mm, a zestaw składa się głównie ze spławika 1g, bo przecież delikatnie musi być oraz haczyka kutego nr 0/2, bo "a nóż" zabierze kaban, to okazji takiej przepuścić nie można. Czas połowu dla takiego wędkarza to głównie dzień, zaczyna od 9.00 rano, bo wyspać się trzeba, a poza tym z rana mokra trawa, więc ekwipunek by się ubrudził. Koniec zasiadki planuje na godzinę 17.00, bo później to już podobno tylko komary biorą. Jeżeli zobaczy, że ktoś obok złowił rybę, natychmiast się przesuwa jak najbliżej, wypytuje, na co? i na koniec prosi o trochę przynęty, bo jemu rzekomo robaki powyłaziły ze słoika. Osobnik ten, jeżeli coś złapie, to patroszy na miejscu ryby zostawiając po sobie "książkowy nieład". Nigdy nie patrzy na wielkość i gatunek ryby, bo mu wszystko jedno, co wkłada do wora. Wyjątkiem są szczupaki, bo to przecież tylko łeb i ogon. Jak rozpoznać, że ON właśnie tu był? Nic prostszego. W wodzie pływają pety i dwie puszki po tatrze, na brzegu leżą pęcherze pławne, flaki i łuski złowionych ryb.

Dla wędkarza pospolitego zegar wędkarski wyznacza jego koło wędkarskie PZW, a wskazówkami tego zegara są daty zarybień jego wody rybą, najczęściej karpiem. Gdy przychodzi dzień zarybienia, stadko wędkarzy pospolitych już czeka nad brzegiem z rozłożonym sprzętem, rozrobiona zanętą i dwoma sztukami kukurydzy na haczyku. Gdy tylko ostatni karp spadnie z rynny łączącej Stara z łowiskiem, ów wędkarze rzuca "zestaw karpiowy" tuż pod pysk, bo akurat prawdopodobnie będzie brał w miejscu, gdzie zostało zarybione. Czasem pomoże przy zarybieniu, to uda mu się dostać w gratisie od "prezesa" 2 sztuki. No chyba, że jest cwańszy i nie chce mu się robić, to czeka aż wszyscy odjadą. Bierze wtedy swój podbierak "karpiowy" i idzie w poszukiwaniu ryb, które jeszcze nie doszły do siebie i próbują przy powierzchni zaczerpnąć świeżego powietrza i wyłapuje je sumiennie co do jednego. Gdy ów karp zacznie brać, to nie popuszcza miejsca, aż do całkowitego zaniku brań lub aż do zamarznięcia wody na jeziorze. Limit karpi na dobę jest dla niego całkiem obcy, przeważnie na trasie dom-łowisko - łowisko-dom kursuje goniec na motorku (syn lub kolega łowcy), który zawozi nielimitowane karpie, żeby nie było pretekstu dla straży i aby nie trzeba było zjeżdżać z miejsca.

Jak rozpoznać "wędkarza pospolitego" po wyglądzie? Następująco: czerwona czapka z daszkiem, gumofilce, i wspomniany, pofatygowany rower. Dalej - braki w uzębieniu od zagryzania ołowianych śrucin oraz wiecznie nienajedzone spojrzenie.

Ten opis ma formę żartu i nie ma nikogo konkretnego na myśli. Myśląc "mięsiarz" trzeba mieć na myśli po prostu tych, którzy chodzą po a nie na ryby. Wygląd ani pozycja w społeczeństwie nie mają znaczenia. Liczy się zachowanie nad wodą. Koledzy, razem możemy to zatrzymać! Mądrego wyboru i powodzenia! NO KILL!!!!!!!!!!!


© 2009 - SteelHook.com.pl